search
top

Resident Evil

Gra „Resident Evil” była świetna. Po prostu świetna, było w niej wszystko, czego potrzeba w gre nazwanej „survival horror”. W takich grach chodzi o to, by przetrwać. Kombinować i nie utonąć w wodach horroru, jaki zgotował nam los. Gra zawierała takie zaskakujące momenty, zwroty akcji i „straszaki”, że grając w nią człowiek naprawdę podskakiwał na wysokość sufitu.Jaki był jednak film? Z jednej strony był jednym wielkim rozczarowaniem – na co złożyły się dwa elementy. Pierwszym była forma – film był swojskim thrillerem sensacyjnym, gdzie na pierwszą scenę poszły kule od karabinów. W grze chodziło o gęsty klimat, jaki został wytworzony w pierwszych minutach i został przeciągnięty aż po ostatnie sekundy. W filmie liczyła się akcja, klimat został zepchnięty na drugi plan, i to było zabójstwo pomysłu. To jedna sprawa. Druga dotyczyła miejsca akcji. W grze chodziliśmy bohaterami po mieście Raccon, w którym panowały zombiaki. Film rozgrywał się w ogromnym laboratorium umieszczonym pod miastem. I to był wielki błąd, wykluczyło to możliwość oddania klimatu gry w pełnym wymiarze. W każdym razie nie był to najgorszy produkt. Będzie warty gdzieś siedem na dziesięć, zwłaszcza jeżeli wspomni się o tragicznej kontynuacji.

Comments are closed.

top